Navigeo

Navigeo

Zaloguj sięnie masz konta? Zarejestruj się

Nowość!!! - Konkurs rozstrzygnięty! - Poznaj zwycięską wyprawę

Jadąc dalej można już tylko zawracać - czyli Antypody okiem Polaka

Przygoda na dalekich Antypodach. Aby zobaczyć to co niesamowite, odległe i potencjalnie niedostępne dla Polaczka. Aby stanąć na Uluru. Aby przemierzać pustynie. Aby spełnić największe marzenie, noszone w sobie od wielu lat. Aby być znowu w drodze.

Tagi: Australia, Nowa Zelandia, Singapur, Chiny, dookoła świata, Outback, Uluru, Ayers Rock, autostop, Zielona Wyspa

Zobacz trasę wyprawy

  1. 1 Gdańsk, Polska Wyśrodkuj mapę 12.11.2008
    Opis:
    12.11.2008r. Środa; Gdańsk - Londyn

    -Spóźnili się Państwo, odprawa lotów do Londynu została zakończona...
    -... 2 minuty temu! I co teraz?!
    -Hmm... żeby zdążyć na wieczorne połączenie... mogą Państwo polecieć do Warszawy, stamtąd do Paryża, potem szybką koleją do centrum Londynu i na Heathrow... to powinno być wykonalne.

    Nastały czasy, gdy mając dobry zawód w kraju, wyjazd zarobkowy przestaje być alternatywą. Nowa Fala Emigracji powoli wraca do swych kupionych na kredyt mieszkań. Wycieczkami na koniec świata też już nie ma co się chwalić, każdy już gdzieś był, coś widział. Ale tu nie chodzi o emigrację a o znalezienie alternatywy dla tego co proponuje nasza kultura. No i o odpowiedź na kilka pytań.

    Na pytanie "Szuwar, i po co ty tam jedziesz?" odpowiadam:
    by uciec przed zimową deprechą, nie łazić ciągle po tych samych ulicach, sprawdzić się, wyszaleć przed atakiem starości, zjeść burgera z kangura, stanąć na Uluru, zobaczyć czy Zelandia i Szuwlandia rymują się przypadkiem, znaleźć i odłączyć swoją wtyczkę do Matrixa, poznać, potrenować swoje zdolności adapacyjne... wystarczy?

    ŻYCZENIE:
    Może na innym końcu świata odnajdę ludzi, którzy wiedzą co to wolność.

    zobacz więcej Zdjęcia

    Lądek Beniu
  2. 2 Singapur Wyśrodkuj mapę 13-19.11.2008
    Opis:

    Singapur to malutkie złożone z centrów handlowych i przeindustrializowane państwo-wyspa. Pełno tu chinoli, hindusów, filipińczyków i wszelkich skośnych żyjących w etnicznych rewirach. Azja w pigułce. Na szczęście dla nich, językiem urzędowym jest angielszczyzna, więc z poprawką na akcent, można się dogadać. 

    Właśnie trwa pora monsunowa, jest jak w saunie a oni uparcie instalują dekorowane sztucznym śniegiem plastikowe świąteczne choinki. Widać, że są nieco "zeuropeizowani" i o kosmos bardziej utechnologicznieni niż Europa. Aż wstyd mi wyjmować starą Nokię. Moje nastawienie psuje świadomość, że każdy fragment jest tu monitorowany, za posiadanie narkotyków grozi bezzwłoczna kremacja, za upuszczenie papierka chłosta a za żucie gumy grzywna. Jeść na ulicach też nie wolno.

    A właśnie za najbardziej extremalną uznałbym tutejsza kuchnię. Losując z menu można się zdziwić, gdy podadzą coś, co wygląda jak odpadki z eksperymentu Frankensteina, ma dużo małych oczek i przypominające owłosienie topielca dodatki.

    Po tygodniu rozgryzania planu metra i biegania za co atrakcyjniejszymi atrakcjami, wylatujemy. To państwo będzie mi się kojarzyło z całodobowo zapełnionymi ulicami z których wyrastają obwieszone neonami wieżowce i z sunącymi wiszącymi magnetycznymi kolejkami pełnymi ludzi wpatrzonych w ekraniki PlayStation.

    zobacz więcej Zdjęcia

    syrenka ptaszozaur wyjście z galerii kurak pałeczki lizać Jurond Bird park żar - łoo interaktywne zoo
  3. 3 Auckland, Nowa Zelandia Wyśrodkuj mapę 22-26.11.2008
    Opis:

    22.11 Sobota, Auckland
    Kolejne 13 godz. gniecenia tyłka w fotelach, przeniosło nas 22000km od Polski. Lecąc dalej można już tylko zawracać. Jeszcze tylko 34 razy zapytano nas na lotnisku czy nie wwozimy żarcia, czy mamy za co żyć, o bilet powrotny, cel przyjazdu, czy na pewno w ostatnim miesiącu nie chodziliśmy po lesie i nie dotykaliśmy jakiś zwierząt i czy nie mamy brudnych butów... no i jesteśmy w Nowej Zelandii.

    Myślisz, że dla Ciebie to za daleko, za drogo i na końcu świata? Pomyśl, że czasowo to tylko 2x dalej niż PKP z Gdańska do Przemyśla. No bilet trochę droższy..

    Pierwsze wrażenie?

    • Porównując do Irlandii - też mają więcej owiec niż mieszkańców, lubią zielony kolor, zamiast symbolu koniczynki stosują paproć i podobnie gulgoczą słowa.
    • Porównując do USA - wyglądają identyko, za Indian robią Maorysi, identyczny prowizoryczny styl zabudowy, niejadalne jedzenie i palące słońce.

    Jak już kiedyś wspominałem, są 4 sprawy o które trzeba zadbać na etapie ustawiania się: mieszkanie, praca, dostęp do neta i transport. Czas start!

    Klasyfikujemy sie tu na tzw. bacpakerów. Jednak tego określenia nie należy mylić z rodzimym wyobrażeniem autostopowicza, bieszczadzkiego włóczykija, wędrowca z namiotem, romantycznego wagabundy itp. W NZ to biznes! Tutejsi backpakerzy mają chcieć przyjechać, płacić specjalnym agencjom za asystę - odbiór z lotniska, wynajem skrzynki pocztowej, zabukować noclegi w lux-hostelach, kupić karawan, sprzęt turystyczny, karty zniżkowe i zaliczyć jak najwięcej płatnych atrakcji. Takie jest pojęcie. Są dla nich specjalne gazety, broszury, które krzyczą: wykup wycieczkę busem dookoła wyspy 2000$, zniżka dla bacpakerów!

    A najlepiej jak jeszcze by odpracowali wszystko na taśmie w którejś z licznych farm kiwi. Uderzamy do najtańszego w Auckland hostelu.

    -Jest karta zniżkowa? Nie, to 25$ za dobę, tu jest pralka 2$, suszarka 1$, proszek 1$, ciepły prysznic 0,50$ za 5 min, karty telefoniczne 5$, internet 1$ za 10 min, bezprzewodowy na tokeny 20min 2$...

    Ten kraj w dziedzinie internetyzacji jest w latach 20-stych ubiegłego wieku. Darmowego neta Wi-Fi nie ma na razie nigdzie! Stosuje wyszukane metody włamywania się do sieci, łącznie z udawaniem mieszkańca sąsiedniego hotelu, odłączaniem kabli z innych kompów i rozbieraniem zbrojonych skrzynek.

    PORADA DNIA
    Przed przyjazdem, poćwicz na laptopie używanie softwara crackującego klucze WPA, sieci bezprzewodowych! ;)

    Co do transportu, paradoksalnie wychodzi taniej kupić auto niż używać tutejszej extra drogiej komunikacji autobusowej. Naprawdę niezłe fury można mieć juz za ok. 1500$. Wypożyczalnie też nie wypadają drogo. Benzyna po ok. 1,40$ = 2,20zł/litr. Na razie postanawiamy być rasowymi turystami. Autostop spisuje się nie najgorzej, aczkolwiek do tej pory wieźli nas: Izraelczyk, Filipińczyk, Walijczyk, para Węgrów, Angol i Brazylijka.

    zobacz więcej Zdjęcia

    12NZ$! quantas ulotki Aucklandowice Aucklandowi
  4. 4 Kerikeri, Northland, Nowa Zelandia Wyśrodkuj mapę 26.11.-01.12.2008
    Opis:

     Przed wyjazdem wyszpiegowaliśmy w ambasadzie, że polscy turyści przybywający na 3 m-ce, nie potrzebują wiz i mogą ubiegać sie o Seasonal Work Permit, co uczyniłoby naszą podróż finansowo realną. Wizyta w Immigration Office uzmysłowiła nam, że tutaj nikt nic o tym nie wie. Bez pozwolenia nie dostaniemy pracy a bez oferty pracy nie dostaniemy pozwolenia, bez pozwolenia nie dostaniemy numeru podatnika, bez niego (+adres zamieszkania) nie otworzymy konta, bez konta nam nie zapłacą... Jak już znaleźliśmy właściwe biuro, okienko i kumatą urzędniczkę, na koniec dobiła nas:
    -No, wszystko załatwione, musicie tylko otworzyć konto i wpłacić po 200$ do kasy. Acha i jeszcze po 60$ opłaty manipulacyjnej...

    26.11 Środa, Keri Keri
    Tymczasem wiedzieni plotkami od innych bacpakerów i informacją z książki Chopina i Kingi "Prowadził nas los", wylądowaliśmy na kampingu w Keri Keri. Właściciel proponuje mieszkańcom pomoc w załatwieniu sezonowej pracy, codziennie rozwozi ich busikiem po sadach, farmach i fabrykach. Niestety obecnie pracy nie ma, trzeba czekać bo zła pogoda, nie ma sezonu na zbieranie kiwi, miejscowa przetwórnia została przejęta i inne takie... Próba zaaranżowania czegoś na własną rękę też nic nie dała. Musimy coś wymyśleć, zanim wydatki wepchną nas na czerwone pole z napisem "o-o trzeba wracać!". A co gorsze, jesteśmy otoczeni przez imprezujących niemieckich studentów.

    PORADA DNIA
    Jednoręki Słowak-bacpaker mówi: jeśli znajdziesz ładne miejsce, nie mijaj go ot tak, zostań tam i ciesz się nim

    zobacz więcej Zdjęcia

    Orchard clozet Kiwi Zone Motel modlicha
  5. 5 Ahipara, Northland, Nowa Zelandia Wyśrodkuj mapę 29.11.2009
    Opis:

    29.11 Sobota, Ahipara
    Zanim sie stąd zmyjemy, wypada coś w okolicy zwiedzić. Wystawiamy lewy kciuk i walimy tam, gdzie nas podwiozą.

    zobacz więcej Zdjęcia

    Lasocin Górny Hickers LasocinDolne
  6. 6 Taupo, Waikato, Nowa Zelandia Wyśrodkuj mapę 02-05.12.2008
    Opis:

    01.12 Wtorek, Taupo
    Tym razem kierując się kalendarzem zbioru owoców i warzyw, jedziemy na południe. Nie ważne że to druga półkula, tam musi być cieplej. Jak sie okazuje Pn jest "cieplejsza" tylko dlatego, że nie ma tam zimowych przymrozków, poza tym pada co drugi dzień. Jak na razie nie ma nic specjalnego w przemierzaniu Nowej Zelandii, żadnego tam żeglowania przez horyzonty jak w USA lub Maroko. Ot kręte drogi, zielone pagórki a im dalej na Pd, tym bardziej alpejsko i stromsze pastwiska. Wytatuowany Maorys w swoim czerwonym Subaru, wysadza nas w Hastings.

    -On was podwiózł? Uważajcie, czerwona bandana, to znak tutejszego gangu.

    zobacz więcej Zdjęcia

    Quo Vadis turyste?
  7. 7 Fernhill, Hawke's Bay, Nowa Zelandia Wyśrodkuj mapę 06.12.2008-14.01.2009
    Opis:

    05.12 Piątek, Fernhill
    Dookoła las, rzeka, wzgórza, po środku backyardu rośnie grejpfrutowe drzewko, biega ze 30 psów, quady, kajak, wewnątrz boazeria, biblioteczka, wiszą trofea myśliwskie. Jest przemysłowa lodówa, ogródek z darmowymi warzywkami, bilard, sala TV... i co najważniejsze darmowy net! Trafiliśmy na bardzo dziwne miejsce - stary pub przerobiony na farmo-leśniczówkę. Właściciel przyjmuje nas pod dach w zamian za pracę nad jego stroną - www.wildnewzealand.co.nz

    Dawson, nasz gospodarz okazuje się ciekawą postacią, prawdziwy człowiek-instytucja. Organizuje polowania, kręci o tym filmy, sprzedaje dziczyznę, pisze artykuły, hoduje psy myśliwskie, wynajmuje pokoje itp.

    zobacz więcej Zdjęcia

    Kiwi Zone The Dead Deer Corpse IV Lord Dawson office Farmhouse
  8. 8 Fernhill, Hastings, Hawkes Bay, Nowa Zelandia Wyśrodkuj mapę 09.12.2008-12.01.2009
    Opis:

    11.12 Środa, Hastings
    Hastings, najbliższe miasto, wygląda typowo choć trochę brzydziej. Niska zabudowa, rozległe dzielnice domków w centrum jakieś biznesy. Całość poprzecinana pod kątem prostym długimi ulicami, na przemian fastfood, car dealer, pharmacy, bank branch... Do tego jakiś średnio-zabytkowy obiekt jako wizytówka miasta, żadnego rynku, nic interesującego. Hastings wyróżnia tylko to, że dookoła są setki farm i sadów, które zawsze potrzebują pracowników.

    Wciąż czekając na nasze Work Permity, obsadziliśmy najniższe szczeble kariery w przemyśle plantacji i przetwórstwa owocowego. Szukasz pracy? Żeby była siedząca, dawali wózek, w nienormowanym czasie, bez nadzoru? Chyba mam coś dla Ciebie...

    O zbieraniu jagód i borówek nie ma co się rozwodzić. Oni biorą każdego. Dostajesz swój numer, koszyki, wózeczek i wio między krzaczki. Rządki ciągną się kilometrami, między nimi zgarbieni zbieracze z wszelakich krajów oskubują gałązki z niebieskich kuleczek. Po kilku godzinach mózg przechodzi w stan spoczynku a cała percepcja przestawia się na wynajdywanie i odróżnianie dojrzałych owoców. Na koniec dnia zawozisz urobek na wagę. Za kilogram płacą 10% ceny sklepowej, więc można tak popracować żeby obeżreć się do obrzygania, trochę z ciekawości, dla opalenizny, zdrowia, ruchu, ale na pewno nie dla kasy...

    Borówka ZelandzkaKiwi ZoneKiwi Zone


    PORADA DNIA
    Z warunków opisu pracy zbieracza jagód:
    "Don't wear your sunglasses. This will help you stop picking berries that are pink and not yet ready."


    16.12 Wtorek
    Mamy już stemple w paszportach, ale nie pozwalają na nic innego, niż harówkę w rolnictwie. Zresztą Zelandia rolnictwem stoi i właściwie nic innego tu nie ma. Pozwolenia kosztowały nas jakieś 600$, więc teraz, trzeba je grzecznie odrobić... Jako legalni pracownicy, awansowaliśmy w hierarchii i zarabiamy 2x więcej... czyli wciąż ze 2x za mało. Nasze nowe zajęcie określiłbym jako "zbiorowe ciągnięcie druta" - tackowanie winorośli. Odhaczyć, odciągnąć od słupka i zahaczyć szczebel wyżej... powtarzać do upadłego.

     

    ciągnięcie drutaKiwi ZoneKiwi Zone

    Każdy kto mi wygląda na miejscowego surfera, spalony słońcem, ozdobiony, wytatuowany, z blond grzywą, pomykający klapkach i firmowych szortach, okazuje się pochodzić z Europy środkowo-wschodniej. Polaków nie spotkaliśmy żadnych! Za to lokalsi...

    O LOKALSACH
    Lokalsów podzieliłbym na:

    • Nowozelandzyków (Kiwi blokes)
    • Maorysów
    • mieszańców
    • emigrację białą i kolorową: głównie skośnych, wyspiarzy i hindusów, zwanych "Indians".
    benetton


    Nowozelandczycy pod względem wyluzowania nie odstają od Hamerykanów. Wspomnę tylko sięgające łydek śmieci w autach, ludzi w biurach, sklepach, mieście chodzących boso, nowego Nissana przerobionego na budę dla psa, kierowcę popijającego gorącą herbatkę ze szklanki...

    -Dlaczego w prawie każdym samochodzie są pajęczyny?
    -Ye, ye, my Kiwi, jesteśmy ecological friendly.

    Są tak uczynni, aż nie nadążamy z odwdzięczaniem sie za drobne przysługi. Ciągle ktoś nas gdzieś zabiera, coś ofiaruje, częstuje, zaprasza, proponuje nocleg. Podobnie jak hamerykanie, swoim zaufaniem i serdecznością sprawiają, że ma się ochotę być lepszym dla innych (a nie "od innych"). Najczęstsze, co usłyszysz od lokalsa przedstawiając swój problem to "ye, ye, ye" - w wolnym tłumaczeniu: "nie ma problemu!".

    Z powodu odizolowania od reszty świata, zdradzają pewien "kompleks wieśniaka", dlatego czekają by chwalić i podziwiać ich piękny kraj. Wielu spędziło wczasy w Europie, odwiedzając kraj pradziadków, są doinformowani co do geografii i historii, a jeśli nie, to wykazują ciekawość w miejsce ignorancji.

    -Nowa Zelandia składa sie z wysp: Północnej, Południowej i Zachodniej...
    -Przecież są dwie??
    -Zachodnia to Australia, hłe, hłe...

    Maorysi wpierw kojarzyli mi się z czymś na wzór Indian, ale często utożsamiają się z kulturą czarnych. Wielodzietne otłuszczone rodziny żyjące na rządowym zasiłku, często z problemem alkoholowym. Jednak, trzeba przyznać, ze w porównaniu do innych kultur najechanych przez białych kolonistów, schrystianizowanych, ucywilizowanych i objętych paragrafami praw i tak obronili się całkiem dobrze. Wciąż są dumni ze swego dziedzictwa i podtrzymują stare tradycje.

    Tikidom Maorysa

    Emigracja biała, to głównie dorobieni Anglicy, Amerykanie lub Australijczycy, którzy kupili dom i spędzają tu spokojną emeryturę. Wielbiciele wiejskiej egzystencji, którym nie przeszkadza słaba ekonomia kraju oraz sprowadzeni przez firmy fachowcy, którym lepiej tu niż wśród zgiełku zachodnich metropolii.

    Wyspiarze to "naleciałości" z wysp Cooka, Samoa, Kaledonii. Razem z skośnymi, Indianami, Filipińczykami i Malezyjczykami, wylądowali najniżej w hierarchii, odwalając brudne roboty.

    Kiwi Zone


    25.12 Czwartek
    Z świątecznego menu:
    -Roast beef, sausages, becon... żadnego tam postu
    -Brandy, whisky, rum, beer, vodca... żadne tam "bezalkoholowe święta"
    -Potatos, salads, rolades... żadnych tam śledzi, ćwikieł, barszczy, po prostu wystawny obiad obchodzony 25 grudnia.
    -Więc, co wy Kiwi robicie na święta tradycyjnego?
    -Tradycyjnie idziemy na plażę i pijemy piwo
    -A na nowy rok?
    -Party na plaży i piwo...

    Kiwi ZoneMerry Xmassst.Nicolas
    W ogóle o świętach przypominają jedynie tandetne wystroje, urwane z choinki bałwanki i promocje w sklepach. Dlatego niektórzy obchodzą tzw. "white christmas w czerwcu".


    27.12 Sobota
    To moje t..., kolejne urodziny. Co roku pytam się, czy jestem choć trochę bliżej tego kim chcę być? Czy wykorzystałem czas? Czy, jak mówi reklama Piasta "najlepsze przed nami"? I popadając w dół, pałuje się z tymi myślami prawie do wiosny. Ale nie tym razem, to był dobry rok dla marzeń. I niech ma być, kurna jeszcze lepiej.

    TrzydziechaDarłowokurs latania

    31.12. Środa
    Co prawda sylwester w NZ jest cienki i bez klimatu (fajerwerki tylko na święto 5 listopada), ale i tak warto zamienić wrony, błoto, chmury, szron i badyle na te widoki.

    ŻYCZENIE:
    Zawsze czuć się najlepiej właśnie "tu i teraz".

    O WIECZNEJ MŁODOŚCI OSTATECZNA ROZPRAWA
    Jak powszechnie wiadomo, czas płynie różnie. Wlecze się jak pośpieszny z Gdańska, albo zap... jak dni pozostałe do obrony. Dla 7-latka tydzień jest jak jak miesiąc, a dla 70-latka rok jest jak miesiąc. Gdyby to było równanie z fizy to subiektywny upływ czasu t byłby odwrotnie proporcjonalny do prędkości życia v mierzącego, pana X. Ale oprócz ilości, liczy się też jakość Q. Bo przecież są momenty które zapamiętamy do końca życia i okresy których upływu nie wspomnimy wcale. Czyli im wolniej tym lepiej? Nie: Q = t x (w:v). Gdzie w to ilość wspomnień. Czyli wychodzi, że mamy wpływ na jego jakość i upływ, że nie można czasu zatrzymać ani cofnąć, ale spowolnić i owszem - intensywnością przeżywania. Czyżby to równanie było kluczem do młodości? Niestety, kluczem wydaje się znowu szczęście, bo wiadomo "szczęśliwi dni nie liczą".

    zobacz więcej Zdjęcia

    trofeum ciągnięcie druta Darłówek No f****** camping Kiwi Zone Dawson Beach paua Kiwi Zone
  9. 9 Rotorua, Bay Of Plenty, Nowa Zelandia Wyśrodkuj mapę 12-14.01.2009
    Opis:

     Odrobiliśmy już swoje w polu, winnicy, sadzie i w projektach graficznych dla naszego gospodarza. To ostatnie w formie wymiany za dotychczasowy pobyt i pożyczenie samochodu na drogę. Choć autostop działa tu nienagannie, każdy kto chce zwiedzać w odpowiednim tempie, stanie przed potrzebą skołowania środka transportu. Oto kilka opcji kupna lub wypożyczenia, w zależności od preferowanego stylu i budżetu (patrz galeria)

    ogorkovanoldvanszpanovan

    domovanburżujvanbajzelvan

    Jeszcze tylko musze się przestawić by nie machać ręką w powietrzu szukając kierunkowskazu i nie walić o drzwi próbując zmienić bieg. Poza tym prowadzenie lewą stroną wydaje się proste.

    Time to hit the road, we got thousants miles to go! Iiiiiiihaaaa!

    złomovan    nasze pożyczone SUBARU LEONE :D

    Jeśli jednak nie wozisz ze sobą domu na kółkach, kolejna zagadka logistyczna to noclegi. Niestety, choć od cholery tu miejsca i zieleni, prywatyzacja natury jest głęboko posunięta. Przydrożna trawa albo jest czyimś ogrodzonym pastwiskiem, albo opieczętowana wkurzającymi znaczkami "zakaz ognisk i biwakowania". Pozostaje kilka propozycji (patrz galeria)

    No namiot... van ok

    Oszczędzanie oszczędzaniem, ale żeby coś zobaczyć, nawet za to co wydawałoby sie darmowe, i tak trzeba zapłacić.
    -Mount Tarawera? - wejście tylko z wynajętym Maoryskim przewodnikiem
    -Hot Water Caves? - brak mostu, przeprawa przez 10m rzeczkę płatna
    -Lodowiec Fox Glacier? - bez wynajętego osprzętu nie wpuszczają
    -Kąpiel z delfinami? - nie pływaj przy plaży, wykup rejs i puszkę przynęty, itd.
    A wszechobecne broszury namawiają do jeszcze ciekawszych form spędzania czasu:
    -Prawn Park - połów krewetki w naszym basenie, ugotuj już za darmo!
    -Przyjedź na degustację miodów i podglądanie pszczół!
    -Spędź dzień w kuźni i zrób swój własny nóż na warsztatach!

    To ciekawe jak sprawnie tutejsze atrakcje zostały skomercjalizowane i udostępnione tak, że nawet inwalida na zepsutym wózku z trojgiem dzieci, jest w stanie ich doświadczyć. Ogólnie NZ to bardzo outdoorowy kraj, dzika przyroda jest o krok od drzwi i wymusza aktywny wypoczynek. Każdy zapytany o radę, wskaże dziesiątki miejsc do których sam jeździ. Nasza mapa cała pobazgrana jest miejscami wartymi odwiedzenia, niestety wszystkiego się nie da.

    13.01 Wtorek
    "Thermal Explorer Highway" wiedzie nas do pierwszego przystanku, gdzie mają unikat na skalę światową - gejzery i gorące, kolorowe, śmierdzące błota. Dym i siara zapodaje już z oddali. Spóźniliśmy się na uruchamiany codziennie o 10:15 przez wrzucającą kawałki mydła obsługę, wybuch gejzeru Lady Knox.

     

    zobacz więcej Zdjęcia

    złóte błoto szpanovan burżujvan pomarańczowa dziura oldvan złomovan tarawera domovan
  10. 10 Matamata, Waikato, Nowa Zelandia Wyśrodkuj mapę 15-16.01.2009
    Opis:

    18.01 Niedziela, Matamata
    Następne "must see" w Nowej Zelandii to plenery z "The Lord of the Rings". Ich położenie jest pilnie szczerzona tajemnicą. Za pobieganie po polach Rochanu (prywatne pastwisko) z wypożyczonym sztandarem i atrapą broni - 75NZ$. Obejrzenie hobbiciej dziury w ziemi, to 60NZ$, więc obfotografowaliśmy tylko napis.

    to tu?!

     


    zobacz więcej Zdjęcia

    typowe pastwisko Shire to tu?!
  11. 11 Waihi, Waikato, Nowa Zelandia Wyśrodkuj mapę 19.01.2009
    Opis:

    19.01 Poniedziałek, Waihi Beach
    Kolejne z listy "100 things to see in NZ" to wybrzeże, a najlepiej piękny Półwysep Coromandel.

    Przynajmniej to jest darmowe.

    zobacz więcej Zdjęcia

    kamyki muszelka muszelka
  12. 12 Coromandel, Waikato, Nowa Zelandia Wyśrodkuj mapę 20-26.01.2009
    Opis:

    półwysep COROMANDEL -

    Piękny, dziewiczy skrawek świata położony na Wyspie Północnej Nowej Zelandii, pokryty jest wzgórzami i w dużej części porośnięty lasem deszczowym, który pomimo niezaprzeczalnego uroku, swoją bujnością flory (bez maczety nie przejdziesz) i potencjalną zawartością fauny, skutecznie zniechęca do jakichkolwiek leśnych spacerów.
    Za to linia brzegowa – wręcz przeciwnie. Dzikie, bezludne plaże, urocze zatoczki, niesamowity błękit wody. Wszystko jak na widokówkach z raju, a nawet lepiej.
    Jednak raj nie dla każdego turysty staje tak od razu otworem – jeśli korzystasz z wypożyczonego samochodu, umowa może określać zakaz poruszania się po niektórych drogach pod groźbą kary. Dlaczego? A mianowicie dlatego, iż drogi w tym rejonie są niezwykle kręte, wzniesienia strome, a zjazdy takie, że dymią hamulce. Jeśli dodać do tego częściowy lub też całkowity brak twardej nawierzchni (zamiast tego piach, żwir i kamienie), „pobocze” głębokie na metr, szerokość drogi dwukierunkowej równą ¾ szerokości jednego auta i brak profesjonalnych warsztatów w promieniu wielu km - odpowiedź nasuwa się sama. Ale jeśli posiadasz swój wóz (kupiony, pożyczony od Nowozelandczyka którego poznałeś wczoraj, znaleziony itp.) dotrzeć możesz praktycznie na koniec świata.
    Cywilizacja objawia się w tym rejonie głównie w postaci tanich i dobrze utrzymanych kampingów. Można się rozbić kilka metrów od brzegu i tym samym zapewnić sobie kwaterę z widokiem na ocean (rozbijając namiot na plaży koniecznie weź poprawkę na pływy !!)
    Można by rzecz – same plusy.
    A minusy? Fakt, ocean mocno hałasuje w nocy, co jest tym bardziej słyszalne, że nie hałasuje nic poza tym.

    zobacz więcej Zdjęcia

    Cathedral Cove przypływ Cathedral Cove Camp paronama zatoka
  13. 13 Oakura, Taranaki, Raehiti, Tongariro Crossing, Nowa Zelandia Wyśrodkuj mapę 27-30.01.2009
    Opis:

    22.01 Czwartek, Waitamo Caves
    Mijając jedno większe miasto Hamilton i niekończące się pastwiska otoczone najdłuższym chyba płotem na świecie, docieramy na przeciwną stronę wyspy Pn. Jeśli wschodnie wybrzeże, zwane Gold Coast, było jako-tako piaszczyste, zachodnie, Black Coast, pokrywa czarny skrzący sie pył. W okolicy można odwiedzić jaskinie ze święcącymi robalami (58NZ$), przepłynąć się tratwą po podziemnej rzece (>100NZ$) i oglądać ptaki kiwi (16NZ$ - bo nie dają się spotkać w naturze).

    Kiwi Zonemonstakiwirainbowkiwi

    27.01 Poniedziałek, Oakura
    "Surfer Higway" zaczyna się u podnóża wulkanu Taranaki i biegnie nad Pacyfikiem.

    Nocując w surferskiej melinie, przeprowadziliśmy mały rekonesans.

    • Rano - sprawdzić, o której przypływ, i czy są fale. Jeśli są, poranne surfowanie.
    • Popołudniu - obiad, pastowanie deski.
    • Do wieczora - playstation, filmy o surfingu, zakupy w alkoholowym.
    • Wieczór - wieczorne surfowanie do zachodu.
    • Po zmroku - playstation, filmy o sufowaniu, impreza.
    surferpeniasz?

    Poza tym, surferzy wydają się być trochę z innego świata i ciężko o wspólny kontekst.
    -Yoł, dopiero przyjechaliście?
    -Tak, pracowaliśmy, a teraz podróżujemy po NZ...
    -Ye, ye, taki chill out.
    -Nie zupełnie, mamy napięty plan...
    -To dobre miejsce na chill out, have fun.
    -Z pewnością, ale rano jedziemy dalej.
    -That's cool. Chill out, man.

    28.01 Środa, Raehiti
    Nowa Zelandia przyzwyczaiła nas już do bajkowych widoków, ale w miarę przemieszczania się na południe trafiamy na coraz ciekawsze plenery. Klimacik powstaje na chwilę, gdy jakiś jastrząb przeleci nam nad głowami, zachodzące słońce oświetli szczyty wzgórz, biała długa chmura ułoży sie w jakiś fantazyjny kształt, samotne rozłożyste, uschnięte drzewo... no i takie tam. Dla tych widoków warto się tu było targać, niestety są one absolutnie nieuchwycalne i trudne do zaprezentowania.

    Dziś jedziemy "Forgotten World Higway", drogą przez sielskie zadupie, pełne zapomnianych opuszczonych miasteczek. I też nie wiem jak to zobrazować.

    29.01 Czwartek, Mordor
    Tongariro Crossing to 20km szlak turystyczny wiodący przez wulkaniczny park. Ten krajobraz znany jest szerzej jako Mordor. Wygląda całkiem magicznie nawet bez filmowych efektów. Szlak oceniany jest na trudny i niebezpieczny a przy złej pogodzie zdarzają się przypadki hipotermii. Mimo to z pobłażaniem patrzymy na Nowozelandczyków sprawdzających zgodnie z tablicą informacyjną, czy mają: kompas, mapę, pałatkę, filtr UV, kijki, kask... Dla mnie to leszczorstwo i element tutejszego marketingu, tak samo jak namawianie do wynajęcia przewodnika, albo najlepiej to wykupienia 50min lotu awionetką za jedyne 335NZ$.

          

    Stąpając śladami Frodo, myslę czym bedzie Szuwlandia. I już wiem! Przybliżam się do niej, widzę szczegóły i układam Plan. Jeszcze długa droga przede mną.

    zobacz więcej Zdjęcia

    peniasz? hiddenkiwi Fake Blue Lakes rainbowkiwi Kiwi Zone Acid Drinker monstakiwi surfer
  14. 14 Wellington, Nowa Zelandia Wyśrodkuj mapę 31.01.-01.02.2009
    Opis:

    31.01 Sobota, Wellington
    Przyzwyczailiśmy się ostatnio do pustkowi i miasteczek złożonych z jednej ulicy. Może dlatego, przez swoje zatłoczenie, płatne parkingi i industrial, stolica robi na nas niefajne wrażenie. No, prócz muzeów, bo mają tu zajebiste, nowoczesne i darmowe muzea.

    Jutro jeszcze tylko kilka godzin kołysania na promie, i bedziemy na wyspie PD.

    zobacz więcej Zdjęcia

    Prom
  15. 15 Kaikora, Christchurch, Canterbury, Nowa Zelandia Wyśrodkuj mapę 03-06.02.2009
    Opis:

    02.02 Poniedziałek, Karikora
    Populacja Zelandii to jakieś 4 mln. luda, z czego podobno, tylko 25% zamieszkuje wyspę PD. Od razu widać, że wjechaliśmy w dzicz.

    Puściej, zimniej i dalej.

    Żeby sie tu przepławić, należało opłacić 440NZ$ (55/osoba + 110/auto do 5,5m dł. w jedną stronę) i spędzić 3h na kołyszącym promie.

    Na razie, przez długie kilometry, mijamy nic. Spoglądam na mapę, jakież to atrakcje są do zobaczenia po drodze. Z oglądania wielorybów (150NZ$ za lot widokowy), kolonii pingwinów i delfinów, udaje się nam zobaczyć tylko dwie foki.

    znajdź foke

    03.02 Wtorek, Mt.Cook
    W Christchurch (większa mieścina a'la ładniejszy Londyn), skręcamy w głąb wyspy.

    Bang! Jak zza węgła, pojawia się piękny step szeroki, suchego przestwór oceanu i góry niezdobyte. Szosa wiedzie prosto przez równiny, by potem wić się serpentynami przez kolejne pasma wzgórz. Rozjechane oposy ustąpiły miejsca uciekającym spod kół królikom a owce i krowy zamiast wulkanicznych wzgórz obgryzają polodowcową równinę. Licznik auta nabija kolejne setki kilometrów, gdy docieramy pod najwyższy szczyt NZ.

    Mt.Cook (3754m) służył jako "ścianka wspinaczkowa" na której sir Edmund Hillary, trenował przed wejściem na Everest. Niestety tej górki, nie da się zdobyć ot tak, z marszu. Wchodzimy gdzie się da i zachwycamy scenerią. Rzeki z super-czystą wodą z lodowca, spływają po stromych skałach do błękitnych jezior. W niektórych nurzają się wielkie kry lodu, słychać grzmot cielącego się lodowca... no poezja, no.

    zobacz więcej Zdjęcia

    Góry nasze pikne, hej! Paradajsik the Path znajdź foke Opossum śpi Mt.Cook Koszmar Batmana
  16. 16 Milford Sound, Southland, Nowa Zelandia Wyśrodkuj mapę 07-09.02.2009
    Opis:

    Kolejne długie kilometry i prowadzą nas w głąb krainy fiordów.

    Brnąc przez bezdroża i serpentyny, nadwyrężyliśmy samochód psując tylny stukacz i lewy przedni piskacz. Lepiej żeby teraz nie stanął, bo to najdalszy punkt na naszej drodze, jeden z końców świata, gdzie nie zagląda nikt prócz turystów.

    Droga kończy się przy Milford Sound, jedynym dostępnym z lądu fiordzie. Żeby coś zobaczyć, trzeba wykupić rejs, bo pionowe ściany wystrajają prosto z wody, uniemożliwiając obejście terenu z buta. Jest słynny szlak Milford Track, ale zabiera 4 dni, trzeba się zapisywać z wyprzedzeniem, no i nie mamy tyle czasu. Można płynąć promem, statkiem a nawet łodzią podwodną (!).

    zobacz więcej Zdjęcia

    Milford Sound Mitre Peak Kea Kea Kea Foczarium Milford Sound
  17. 17 Fox Glacier, West Coast, Nowa Zelandia Wyśrodkuj mapę 10-12.02.2009
    Opis:

    09.02 Poniedziałek, Queenstown
    Zawracamy, znów zahaczając o Queenstown. Tym razem poddaje się, jakiejś atrakcji trzeba spróbować. Najlepiej brzmi bungie z 100 metrowego mostu, ale w końcu biorę Canyoning - 4h zjazdów na linach, skałek, wspinania się po wodospadzie, skoków z katarakt, pływania w górskiej rzece... Fajne. Ech, przyjechać tutaj z własną ekipą i sprzętem, a można by bawić się tak w nieskończoność.

    10.02 Wtorek, Lodowiec Fox Glacier
    Zachodnie wybrzeże wyspy PD to już totalne odludzie. Jedna droga, rzeki, jeziora, szczyty, ocean, tajga, farmy jeleni, campervany z niemcami, busz, las deszczowy, kilka pastwisk, wioch i... lodowce. Pod Fox Glacier można podejść na wyciągnięcie ręki. Ale ostrożnie, nie drażnić, bo ostatnio kogoś przygniótł. Można też standardowo dla NZ, wykupić lot widokowy, wycieczkę autokarem, przewodnika, lekcje wspinaczki w lodzie, 100 000 pamiątek, zdjęć, plakatów itd. Marketing turystyczny mają naprawdę inspirujący.

    zobacz więcej Zdjęcia

    Zoom Queenstown Fox Glacier Fox Glacier
  18. 18 Hokitika, West Coast, Nowa Zelandia Wyśrodkuj mapę 13.02.2009
    Opis:

    11.02 Środa, Hokitika
    Greenston - oszlifowany jadeit, najczęściej występuje w NZ w postaci wisiorków sprzedawanych w każdym giftshopie. Średnio 40-200NZ$, a im bardziej prześwitujący, tym droższy. W bardziej naturalniej formie, można go znaleźć w niektórych rzekach na zachodnim wybrzeżu. Mieszkańcy Hokitiki kręcą na tym biznes. Można tu np. przejść dniowy kurs obróbki greenstonów pod okiem maoryskiego mistrza. Po krótkim wywiadzie środowiskowym i wizji lokalnej, mamy przeciek, gdzie szukać jadeitu. Brodzimy w wskazanej rzece podnosząc i obadując kamulce. Tylko jak wygląda taki nieoszlifowany greenstone??

    Greenstone


    Pod koniec wyjazdu, spotykamy pierwszych Polaków - zorganizowana wycieczka z biura.
    -W sumie 8 dni na NZ i 12 na AU za 14'000zł, bez wyżywienia... A państwo jak tu się dostali? O, musimy jechać dalej, bus czeka...
    Poganiający grupę pilot, zostawia wizytówkę. Poznaję go - właściciel tutejszej firmy. Wiele lat temu, marząc o podróży do NZ, wysyłałem kupony: kup przewodnik, wygraj wyjazd do NZ! Teraz możesz sobie wsadzić swój konkurs, sam się tu dostałem.

    Koszt naszego miesięcznego objazdu obu wysp wychodzi w bardziej realnej kwocie.

    Na 2 osoby możecie liczyć:

    • -Bilet: 1000£ (+ lot do i z Londynu)
    • -Paliwo: 1200NZ$ (6000km = 800l * 1,6NZ$)
    • -Noclegi: 500NZ$ (0-10$ busz / camping / minivan + 50$ backpackers hostel co trzeci dzień)
    • -Żarcie: 800NZ$ (takeway-10$, zupki-1$, chleb tostowy-1,5$, 2,5l Cola-3$, 0,5kg sera-9$...)
    • -Samochód:1500NZ$ (30$ osobowy lub 50$ minivan / dzień )
    • -Inne: ??? (pamiątki, atrakcje, wstępy itp. w zależności od silnej woli oszczędzania)
    • -Wrażenia: bezcenne


    PORADA DNIA
    Nie czekaj na wygraną w Totka.

    ŻYCZENIE:
    Wynajdę kasę na dalszą podróż.

    zobacz więcej Zdjęcia

    Greenstone
  19. 19 Fernhill, Hawkes Bay, New Zealand Wyśrodkuj mapę 14-16.02.2009
    Opis:

    14.02 Sobota, Fernhill
    Dawson u którego mieszkaliśmy ponad 6 tygodni i który pożyczył nam auto na podróż, wita nas jak dobry przyjaciel. Oferuje zajęcie przy kolejnych plakatach, okładkach DVD, ulotkach i stronie www jego hostelu. Częstuje świeżą sarniną i wsadza w autobus do Auckland. Podsumowanie NZ będzie później. Na razie lecimy na podbój kolejnego kraju.

  20. 20 Sydney NSW, Kosciuszko National Park, Australia Wyśrodkuj mapę 16-18.02.2009
    Opis:

    16.02 Poniedziałek, Sydney
    Powiedziałem "kraju"? To jest kurna kontynent i to nie mały. No nic, zacznijmy od zdjęcia pod operą w Sydney. W muzeum narodowym trwa wystawa "Survive Australia" pokazująca wszystko co może cię ugryźć, ukąsić, upierdzielić i pomacać nogogłaszczką. Jeżeli nie chcemy podwyższyć statystyk, mamy unikać krokodyli, rekinów, węży, pajorów, kostkomeduz, pomarańczowych jamochłonów z wypustkami, robali piaskowych, stożkowych muszelek z jadem... Czy naprawdę te wszystkie żarłoczne paskudztwa, czekają tam w interiorze na biednego turystę? Nie wieżę, że są gorsze, niż wielkie, zatłoczone, drogie i pełne skośnych Sydney.

    18.02 Środa, Kościuszko National Park, 487km
    Jeszcze raz obracam mapę, porównując skalę do czerwonych linii autostrad. W pytę, daleko!

    Podróż po Australii jest dla mnie pielgrzymką, rolę Jasnej Góry ma spełnić aborygeńskie Uluru. Problem w tym, że jest oddalone od czegokolwiek tysiącami km gorącej pustyni. Ten drobny fakt sprawia, że trzeba się zorganizować logistycznie o level wyżej niż w NZ, prawie jak do wyprawy.

    • -transport, zapas paliwa - check!
    • -woda i żarcie - check!
    • -off, moskitiera - check!
    • -mapa, przewodnik - check!
    • -Toster, czajnik, wiadro, sznurek do prania, zmiotka... - a co to tu robi???????

    Najsłabszym punktem jest nasz Hippie Camper: drogi, paliwożerny, powolny wyposażony w wszystkie te pierdoły i nie nadający sie na offroad (tłuką się szklanki). Ponadto wypożyczalnia, już po podpisaniu umowy, nadmieniła że nie wolno nim zjeżdżać z asfaltu i wjeżdżać do innych stanów. Jedyną jego zaletą jest to, że można zaoszczędzić na noclegu i zatrzymać się gdziekolwiek (i jest połowę tańszy niż 4x4 Busch Camper). W porównaniu do namiotu to lux. Nie trzeba się czaić, szukać płaskiej trawki, walczyć po ciemku z stelażem - parkujesz, zaciągasz ręczny i zalegasz na materac z tyłu. Nocować można na parkingach dla trucker'ów, prysznice są w publicznych toaletach lub przy Information Cernter, net ciagniemy z biblitek i McDonaldów.

    zobacz więcej Zdjęcia

    Sydney Bigmac z kangurzyną Cysterna Logostyka 01 Zdjęcie obowiązkowe Zakazane miasto 01 MPO Wejście smoka
  21. 21 Wagga Wagga NSW 2650, Australia Wyśrodkuj mapę 19.02.2009
    Opis:

    19.02, Czwartek, Wagga Wagga, 869km
    Kilometry mijają leniwie a odległości między kolejnymi miejscowościami rosną w tempie geometrycznym.

    Wydostaliśmy się z dżungli miasta, odbiliśmy od oceanu, minęliśmy Snowy Mountains, Canberrę i powoli zaczęło się robić fajnie.

    "Sydney or bush", mawiają Aussie. Zniknęły, drzewa, pojawiły się pierwsze porozjeżdżane przez road trains (50-cio metrowe TIRy) kangury i wombaty. Klimat całkiem fajny i oryginalny, tylko chcąc go ująć, jakby nie ma na czym obiektywu zawiesić. Kilka charakterystycznych "detali"

    zobacz więcej Zdjęcia

    Next stop Emu Wombat w naturze Typical landschaft Zjedz swój owoc now!!!
  22. 22 Hay NSW 2711, Australia Wyśrodkuj mapę 21-22.02.2009
    Opis:

    21.02, Niedziela, Hay, 1358km
    Zmieniła się strefa czasowa, pojawiły szkielety kangurów, pomarańczowa ziemia i małe tornadka. Jest tak pusto, że mijani kierowcy pozdrawiają się gestami.

    Ten krajobraz i odległość są jak filtr. Ci, którzy nie pasują nie mają prawa bytu w interiorze, zostali na plażach w hotelach, biurach, tam, gdzie chłodno i wygodnie.

    Większość miejscowych stwierdzi "Sydney? Tfu, horrible place, don't go there".

    Na gorącym jak piekło odludziu, w małych wymarłych miejscowościach, panuje inny styl. To jakby ktoś wprowadził zakaz śpieszenia się. Każde spotkanie, jest okazją do wymiany, opowiedzenia swojej historii.

    -A pan co tu porabia?
    -Naprawiam lodówki w buszu.
    -Lodówki??
    -Myśliwi strzelają do kangurów, wsadzają je do zasilanych baterią słoneczną lodówek. Potem przyjeżdża TIR i zabiera mięso do Adelajdy na przerób, na burgery...

    PORADA DNIA
    Trucker z polskim pochodzeniem, Ed Cimcioch, radzi: jeśli coś ci się stanie w trasie, inni muszą ci pomóc, bo wiedzą, że sami są skazani na czyjąś pomoc.

    Pustynia, długa trasa i odległy cel, działają na mnie jak terapia. Z każdym kilometrem ładuję psychiczny akumulator, chłonę krajobraz, chyba hippisieję...

    Gdybyś tędy przejeżdżał, właściciel chętnie opowie ci historię najstarszego działającego hotelu w AU www.homebushhotel.com.au

    zobacz więcej Zdjęcia

    Zdeżak w buszu znaczy więcej niż przechodzień w miescie Paskudztwa 01 Jakiego koloru jest twój mocz? Czy tirówki tez mają wypaśniejsze? Zaparkowany tyłem do zatoczki Rykowisko No i gdze ta pustynia?! Homebush Hotel
  23. 23 Broken Hill NSW, Australia Wyśrodkuj mapę 23-24.02.2009
    Opis:

    23.02 Poniedziałek, Broken Hil, 2098km
    Broken Hill oprócz kopalni i bazy latających doktorów, słynie jako brama na outback i miejsce gdzie kręcono Mad Maxa. Tu trzeba się zaopatrzyć i przygotować przed trasą, bo im bardziej w głąb lądu, tym wyższe ceny, droższa benzyna. Niestety nasza droga stoi pod znakiem zapytania. Czekamy na pozwolenie na wjazd na terytorium Southern Australia. Wypożyczalnia stawia problemy, strasząc karami, żądając dodatkowego ubezpieczenia. Trochę kryzys.


    O KRYZYSACH TEORIA
    Jeszcze w czasach harcerstwa, chodząc po górach, sformułowałem Teorię Czterech Kryzysów Wędrowca.

    • Kryzys ciała - brakuje Ci energii
    • Kryzys umysłu - bierze Cie głupawa
    • Kryzys woli - juz Ci się nie chce

    Wszystkie trzy mogą występować w oddzielnie, jak i następować w dowolnych połączeniach i kolejności.

    • Kryzys totalny - połączenie trzech poprzednich: nic już nie czujesz, nic cię nie rusza i masz wszystko w dupie. Czasem mylony z taoistycznym stanem oświecenia (luminacji).

     

    zobacz więcej Zdjęcia

    Life it's a highway Bryka Mad Maxa Całkiem wpożo kangur Czasem se lubie postrugać
  24. 24 Coober Pedy SA 5710, Australia Wyśrodkuj mapę 25.02.2009
    Opis:

     25.02 Środa, Coober Pedy, 3218km
    Ziemia stała się czerwona, wręcz bordowa. Odległe co pół baku miasteczka składają się jedynie z stacji, pubu i hotelu. Lepiej pilnować wskaźników, bo przyjdzie pchać swój wehikuł przez następne 250km.

    Sklepiki serwują najdroższą wodę jaką piłem - 4.89AU$ za 1,5l.

    Temperatura rośnie, klima stała się kwestią przetrwania, rozmowy miejscowych o pogodzie muszą być tutaj krótkie. W nocy ciężko zasnąć, tłuczemy natarczywe owady i robimy sobie okłady z zimnych rzeczy z lodówki. Biegają jaszczurki, osły, emu, latają papugi. Na horyzoncie jest tak pusto, że każdy przejaw ludzkiej bytności zwraca uwagę. Opony na drzewie, wrak auta, fantazyjna skrzynka pocztowa.

    Pełen outback jakiego chciałem doświadczyć.

    Wychodzę nocą pod rozgwieżdżone niebo, wydaje się tak blisko, że chciałbym zamieszać w konstelacjach wyciągniętą ręką. Z góry spływa energia całego kosmosu z dołu płynie od ciepłej ziemi. Ten stan chce zapamiętać, do tego móc wrócić.

    W Coober Pedy temperatury sięgają 60C, a mieszkańcy jak krety, wykopują domy, sklepy i restauracje pod ziemią. Oszczędzają energię, czekając przy wyłączniku światła, aż turysta skończy oglądać gablotki z suvenirami i chińskimi bumerangami i zamknie za sobą drzwi. Kto żyje tu z własnej woli? Jak się okazuje, sami emigranci: Serbowie, Chorwaci, Grecy, kilku Polaków z powojennej emigracji. Właściciele giftshop'ów z biżuterią, jubilerzy i kopacze opali, ci którym przedłużyło się "znaleźć TEN kamień i wynieść się stąd". Nie wyobrażam sobie mniej atrakcyjnego zajęcia, niż wykuwanie skały w zapylonym, klaustrofobicznym, grożącym zawaleniem tunelu kopalni. Poczytajcie książkę "Australijski opal".

    zobacz więcej Zdjęcia

    We come in peace Underground Dziura na sprzedaź O krok od...
  25. 25 Uluru NT 0872, Australia Wyśrodkuj mapę 26-28.02.2009
    Opis:

    26.02 Czwartek, Uluru
    Przekroczyliśmy granicę stanu Northen Theritory i wg wypożyczalni, jedziemy tu nielegalnie.

    Droga wiedzie przez military prohibited area, aboriginal reservoir, poczym odbija 270 km na zachód do Uluru National Park.

    Mijamy wycieczki Amerykanów. Wysiadają z klimatyzowanego samolotu w Alice Springs, prosto do klimatyzowanego autokaru, by dojechać do klimatyzowanego hotelu i ew. udać się na objazd okolicy klimatyzowanym busem. Nie spodziewałem się że ujrzę tu, na samym środku outbacku, wypasioną i doinwestowaną turystyczną infrastrukturę, restauracje, sklepy, pocztę na środku pustyni.

    -Nie przyjmujemy amerykańskiej waluty.
    -Jak to? Przecież mówili, ze macie tu dolary...
    -Tak, ale australijskie, proszę pani.

    W każdym przewodniku wyczytasz, że Uluru (Ayres Rock) to święte miejsce Aborygenów, położone na wydzierżawionym terenie parku narodowego. Ze to stary na 650mln lat, największy na świecie, wysoki na 352m, monolit skalny. (Teoria obalona ostatnimi czasy z uwagi na odkryte podziemne powiązania z Kata Tjuta.) Że zmienia kolor w zależności od oświetlenia. Że wg mitologii aborygenów powstał w Czasie Snu...

    Patrząc na ten "kamyczek" nie z tej ziemi, mam własną teorię, że jest to kosmiczny ślimak z niewykrywalnie wolnym metabolizmem, który powoli przesuwa się, zjadając wszystkie inne skały. A może jest to zaryty w ziemię wrak UFO, w którym Aborygeni siedzą sobie w chłodzie, z rzadka wychodząc przez śluzy poszwendać się po buszu.

    A propos Aborygenów. Żądni wymiany międzykulturowej, zajeżdżamy do Aboryginal Culture Center (zakaz fotografowania). Tam zamiast wioski miejscowych, giftshop'y z hiper drogimi boomerangami, dideridoo, patyczkami i kropkowanymi obrazami. Można też kupić polar (!), czapkę, breloczek i wszystkie te same co wszędzie pierdoły made in china.

    -Czy jest szansa spotkać tu jakiś Aborygenów, porozmawiać, posłuchać ich legend...
    -Byli malarze, ale skończyli pracę. Jutro można wykupić wycieczkę z przewodnikiem., lub diner i show z muzyką i tańcami.

    Pomalowane i poprzebierane postacie na ulotce na pewno nie są pochodzenia Aborygeńskiego. Prawdziwi albo są zbyt prymitywni, albo zbyt hardzi, by sprzedać się turystycznej komercji. Australijczycy twierdzą, że zbyt leniwi. Jedyny Aborygen, z którym rozmawiałem, powiedział:
    -Hi, mate, will you give me 2$? I'm hungry.
    -Here, take a can of beef, it's good...
    -Hmm, will you give me 2$ for cold drink than?

    Przeglądam rozłożoną na blacie książkę pt. "Sorry book". Pełna jest powklejanych listów w stylu "Byłem na wycieczce, wziąłem kamyczek z Uluru, odsyłam go, bo przyniósł mi nieszczęście". Propaganda, czy klątwa szamanów?

    27.02 Piątek, Uluru
    Uluru można objechać, obejść, podziwiać z punktów widokowych, oblecieć i wspiąć się na nie. To ostatnie tylko od 6 do 8 rano tylko, gdy nie ma wiatru a temperatura nie przekroczy 36C. Ponadto "traditional owners" na bilecie za 25AU$ piszą: "it is requested that you respect the wishes of Annangu by not climbing Uluru". Shit, dziś zamknięte! Podobno żaden aborygen nie wszedł nigdy na szczyt, takie tabu. A może chodzi o to, że już 40 osób zeszło wchodząc? No dobra, uszanuję wasze tabu, zwłaszcza, że wieje i jest powyżej 40C.

    Gdy robimy 9,5km szlak dookoła skały, barankowe chmury ciemnieją i nagle zrywa się burza z piorunami. Zimny deszcz, niesamowite kolory, zapach mokrej ziemi i tęcza, wynagradzają wszystko.


    Duchu dobry co Czerwonej mieszkasz Skale
    I w ruch wprawiasz słońce! Ty, co park stale
    Narodowy ochraniasz z jego czarnym ludem!
    Teraz mnie wędrowca łaską obdarz swoją,
    (Bo przez Długą Drogę pod opiekę Twoją
    wpół ugotowany, ciężką taszczyłem dupę
    I zaraz mogłem pieszo przez much walonych roje
    Iść za takie życie podziękować Tobie)

    27.02 Sobota, Uluru
    Czekałem na ten moment wiele lat, gwóźdź programu, cel pielgrzymki. Gdy marzyłem, gdzie chciałbym sie znaleźć, Uluru jawiło się jako najdalszy cel. Wyobrażałem sobie, że będąc tam, kiedyś, stanę się spełniony jak człowiek u celu swej drogi.

    Czy czuję to oświecenie płynące z bycia właśnie "tu i teraz", czy to może czwarty kryzys?

    Wycieńczeni, niewyspani, głodni, spłukani, przegrzani i wygonieni przez strażnika parku za overnight parking, wyjeżdżamy w drogę powrotną. Zawsze znajdzie sie nowy cel. Podobno w kolejnej miejscowości mają basen...

    O SENSIE ŻYCIA OSTATECZNA ROZPRAWA
    Życie - czy też im bardziej się nad nim zastanawiasz, tym bardziej wydaje się bez sensu? A skoro nie ma celu to porównanie do drogi też go nie ma? A może ma? Ciężki temat, hę? Ale już to rozgryzłem, przynajmniej chwilowo tak mi sie wdaje. Więc, sensem życia jest... uwaga! echem, ...nie droga, nie cel tylko... iście. Tak, czyli wszystko to co się niesie, trwanie, doświadczanie, poznawanie - przeżywanie. Rozważałem paru innych kandydatów: miłość, rozwój, współistnienie, robienie kasy i dzieci... itp.

    Miłość - choć nie stanowi szczęścia, nie można być szczęśliwym bez niej. To niezbędny składnik wiążący resztę.

    Rozwój - co się nie rozwija, ginie. Cel to zawsze zmiany na lepsze, poprawianie.

    Współistnienie - ostatni wpis w dzienniku bohatera filmu "Into the Wild", brzmiał "Szczęście prawdziwe, tylko jeśli dzielone".

    Robienie kasy i dzieci - z natury jest to nam narzucone przez popędy i instynkty. Przynajmniej u większości.

    Tak czy siak, gdy masz zajebisty dzień, dobrze się dzieje, toczy się wspaniała przygoda, nie pytasz o sens życia, bo czujesz, że jest jak powinno być. Zaczynasz się zastanawiać, gdy żyje się źle, bo życie traci sens. A to po prostu kamień na drodze. Ten sam, który nadaje jej charakter i ma kształtować twój. Nie potrzebujesz takich przeszkód? Spróbuj, a staniesz się tłusty i leniwy i nieszczęśliwy z powodu swojej tłustości i leniwości.

    Być może cię znam, spotkałem, widziałem w jakimś kadrze chwili. Może byłeś punkiem z Woodstocku, laską na parkiecie, biegaczem w parku... Kimkolwiek jesteś, żyj, kochaj, miej swoją historię, bądź potrzebny innym, rób kasę i dzieci, i trwaj najprawdziwiej w każdej chwili. Lecz jeśli zaczniesz myśleć, jesteś zgubiony jak ja.

    zobacz więcej Zdjęcia

    Czerwona Góra Deszcz nad pustynią Track closed Ulurek Katatuja Stuart Hwy. Pahamama
  26. 26 Coober Pedy, droga powrotna, Sydney, Australia Wyśrodkuj mapę 01-07.03.2009
    Opis:

     01.03 Niedziela, Inulkana Aboriginal Comunity
    Odwiedziny w Aborygeńskim wymarłym, zaśmieconym miasteczku, utwierdzają mnie, że ten lud cierpi na ten sam zestaw przypadłości co Indianie: degenerację, przepaść cywilizacyjną, alkoholizm, powolną utratę tożsamości kulturowej... Stać się jak biali, sprzedać się, albo wyginąć.

    -Skąd u nich tyle wraków samochodów?
    -Oddajemy im auta, płacimy na nich podatki, budujemy im domy, a oni nie potrafią tego uszanować... do buszu też nie wrócą bo są za leniwi.

    02.03 Poniedziałek, Coober Pedy
    W przewodniku widnieje zdjęcie z podpisem "Machine Gun Joe, żyjąca legenda miasta Coober Pedy". Chodzę, pytam czy ktoś go zna i co to za historia.

    Machine Gun Joe - w latach 80, podczas szczytu wydobywania opali, był ochroniarzem kopalni. Górnicy, którzy natrafi na złoże, musieli chronić swój szyb przed nocnymi złodziejami. Joe, jako wariat, bez zahamowań nadawał się do tego świetnie. Każdemu kto sie zbliżył słał w ciemno serię z karabinu.

    Za tydzień mamy być w Sydney a to jeszcze pół kontynentu stąd. Brniemy, choć outback nie odpuszcza łatwo, szaleje jakaś burza piaskowa, wiatr unosi i przegania pył ograniczając widoczność. Powoli spadają temperatury, znikają muchy, TIRy robą się coraz krótsze i wraca roślinność.

    O ROBALACH

    • Komary (moscitos, scitos) - są pod każdą dł. i sz. geograficzną! Przed nimi nie uciekniesz nigdzie. Może na biegun...
    • Meszki (sunflyes) - takie małe, niewidoczne, kąśliwe, gryzły w NZ. W dolnej części wyspy PD czeka ich kilka zylionów, gotowych atakować każdą odsłoniętą partię ciała, najżarliwiej o wschodzie i zachodzie słońca. Ukąszenie wychodzi na drugi dzień, czerwienieje, puchnie, ropieje.
    • Muszki owocowe (fruit flyes) - w AU mają psychozę na ich punkcie. Nowa Południowa Walia podzielona jest na obszary z których i do których nie wolno wwozić żadnych owoców i warzyw. Odpowiednie służby rewidują pojazdy i patrolują drogi.
    • Muchy (fuckin flyes) - najbardziej ekstremalny czynnik na całym Australijskim Red Center, bardziej niż żar, sprawiają że to miejsce nie nadaje się do życia. Istnieją tylko w jednym celu - JAK NAJSZYBCIEJ WLECIEĆ CI DO OCZU, UST, obsiąść cię, łazić po szybach w aucie i bzyczeć. Dezaktywują się po zachodzie słońca. NIEODZOWNA moskitiera za 7,50AU$.
    • Pająk samochodowy (arachidea automobilium?) - w NZ możesz czyścić lusterka, deskę rozdzielczą i przedni grill ile chcesz, rano i tak będą omotane pajęczyną. Nigdy nie zaobserwowany, najprawdopodobniej gnieździ się gdzieś w drzwiach.
    • Mrówy (inch ants) - w AU dorastają do jakiś 2,5cm, agresywne, szukają kontaktu wzrokowego z człowiekiem!


    Ponadto oba kraje NZ i AU, mają bardzo ostre przepisy sanitarne, broniące je przed wzajemną wymianą paskudztw. Jeśli zaznaczysz na karcie pokładowej, że kąpałeś się w jeziorach, masz strój kąpielowy, buty trekingowe, byłeś na farmie itp, na lotnisku zostaniesz skrupulatnie przetrzepany przez panów w gumowych rękawiczkach.

    Ten okaz smoka uparł się aby zginąć niechybnie pod kołami człapiąc powoli asfaltem autostrady. Mała interwencja być może ocaliła jego jaszczurze życie.

    W AU przyjęliśmy ogólną zasadę - nie dotykać...
    ...bo wszystko może być POTENCJALNIE śmiertelnie jadowite :)



    08.03 Niedziela, Forester
    Australijskie wybrzeże, woda, plaże, ocean i tylko 27C! Choć już tęsknię za outbackiem, muszę stwierdzić, że mają tu kilka urokliwych miejsc. Niestety im bliżej Sydney tym brzydziej. To na pewno nie koniec, do Australii muszę definitywnie wrócić! Zobaczyliśmy mały ułamek tego, co tu mają ciekawego no i trzeba pomieszkać w danym kraju, żeby cokolwiek go poznać.

    Tym samym Lista Krajów, Które Chciałem Obadać Kod kątem Osiedlenia Się, została zamknięta.

    O WOLNOŚCI OSTATECZNA ROZPRAWA
    "You're free to do what they say"
    Grafitti na murze w Sydney

    zobacz więcej Zdjęcia

    Sun bath Bush Paskudztwa 02 Scynk krótkoogoniasty Underground kościół - bliżej piekła Większa miejscowość Jaszczurka hunter NIC
  27. 27 东城区, Pekin, Chińska Republika Ludowa Wyśrodkuj mapę 12-17.03.2009
    Opis:

    12.03 Czwartek, Pekin, Chiny
    Jeszcze nie mógłbym powiedzieć do swoich wnuków, bujając się w fotelu i głaszcząc kota, "byłem już tam gdzie chciałem i swoje w życiu widziałem...". Mam jeszcze Listę Krajów, Które Chciałbym Odwiedzić, od tak, niezobowiązująco, kulturo-poznawczo zobaczyć i hmm, z przyzwyczajenia już, obfotografować i opisać. Ale na razie mam swój nowy Plan.

    Lądujemy na wypasionym, gigantycznym Pekińskim lotnisku, gdzie zmuszeni jesteśmy podziwiać nowoczesną soc-architekturę na pokaz. Sufit odbija się w marmurowej posadzce, posadzka w suficie. Dystans między terminalami to prawie jak z Portu Lotniczego im. F.Chopina na Warszawski Dworzec Centralny. Ochrona sprawnie i szybko sprawdza, czy nie jesteśmy wrogami Chińskiej Republiki Ludowej, przechodzimy bramki i... jesteśmy w zupełnie innym świecie.

    Mam mnóstwo pytań na temat tej części planety:

    • -jak wygląda świat z położenia azjaty?
    • -czy przygotowują inwazję i kiedy to nastąpi?
    • -czy każdy z nich zna karate?
    • -jak wygląda klawiatura chińska skoro mają ze 300 znaków?
    • -czy wszystko jest tutaj, więcej i taniej?
    • -czy wkroczyła tu McDonaldyzacja?
    • -przy czym się bawi i z czego żartuje chińska młodzież i czy w ogóle?
    • -...


    Oglądanie skośnych w swym naturalnym środowisku to będzie ubaw po pachy.

    Kumają nas tyle, co my po chińsku, czyli ni w ząb. Na szczęście większość szyldów, pod ich pismem ma podpisy w stylu Xiang Do Si, Mi Fung Che itp. Darmowy plan Pekinu, który rozdają już tego nie ma. Poza tym odczytywanie tubylcom tych sylab, nawet z różnymi wariantami akcentu i wymowy, nie zapewnia zrozumienia. Sami Chinole potrafią naganiać klientów po angielsku, ale odpowiedzieć na jakiekolwiek pytanie już nie bardzo. Pokazujemy przepisane znaczki by trafić do hotelu. W Polsce, w konsulacie, trzeba było przedstawić jakąkolwiek rezerwację, by uzyskać wizę (200zł, 2 zdjęcia i tydzień czekania). Oczywiście można ją później anulować i szukać czegoś na miejscu, jednak przy ich cenach, po kilku miesiącach codziennego zmieniania miejsca, nie zaszkodzi taki lux.

    Przyzwyczailiśmy się do tego, że w każdym miasteczku można się było zatrzymać w Information Center, zadać obsłudze najgłupsze pytania, poczym wyjść zasypany darmowymi ulotkami, broszurami i mapkami objaśniającymi dostęp do najciekawszych miejsc w okolicy. Tu, żeby gdziekolwiek trafić, trzeba będzie potrenować instynkt... i język migowy.

    PORADA DNIA
    Na Chińskich drogach rządzi Chaos. Zielone światło na przejściu nic nie oznacza, podobnie jak kierunki i pasy ruchu a manewr skrętu sygnalizowany jest klaksonem.





    13.03 Piątek, Pekin
    Podobno mieszka tu 7,5 miliona skośnych! Mam wrażenie, że otacza mnie armia klonów. Chodzimy po ulicach, dziwiąc się wszystkiemu. Najbardziej kojarzy mi się to z mrowiskiem. Mrówki-strażnicy rozstawieni co parędziesiąt metrów obserwują ciągnący sznur mrówek-robotnic zapętlonych w obiegu między swoimi miejscami.

    Wyróżniamy się, czasem robią sobie z nami zdjęcia. Wydają się sympatyczni i przyjaźni ale coś jest w tych skośnych oczach co nie pozwala mi zaufać im do końca. Może to moje uprzedzenie, wypatruję kamer, tajniaków, plakatów propagandowych i biur donosów. Chiny oceniam jako jedyne państwo w którym ze względu na mentalność obywateli, komunizm ma sens bytu. Ale to inaczej niż w PRLu. Piją Colę, jedzą Snickersy, McDonaldy, mają Carrefoure, IKEAę i Auchana a chińskie mamy piorą w lepszym, nowym proszku. Są napędzani tym samym co reszta świata.

    Z jednej strony w centrum oszałamiają wypasione galerie handlowe ze sklepami wszystkich znanych marek. Telebimy, drogie auta, nowoczesne metro, super-czyste chodniki i sprzątacze czekający na każdego rzuconego kiepa, błyszczące od przepychu restauracje. Z drugiej, tam gdzie turysta nie powinien zaglądać, straszą rozsypane domy bez kanalizacji, brud i bieda. Kontrast jak w jakiejś bajce.


    14.03 Zakazane miasto
    Jest w Pekinie parę rzeczy do zobaczenia. Na większości tablic informacyjnych przy zabytkach, przeczytamy: "Obiekt wzniesiony za panowania dynastii (...) po rewolucji kulturowej, stracił pierwotną funkcję, pod patronatem nowej władzy został odbudowany, wyremontowany, udostępniony...". Wszelkie świątynie, parki, pałace, świetności dawnego cesarstwa, nie mogą przysłonić splendoru z czasów Mao, jebitnych budowli, czerwonych flag i betonowych pomników.

    Kiedyś aby wejść do Zakazanego Miasta, nie wystarczyło zapłacić w kasie. . A obok Tienanmen, obwarowane posterunkami, kamerami, policją, najmniej odpowiednie miejsce by krzyknąć "Free Tybet"

    Nie wierzę w głód na świecie o czasu gdy zobaczyłem, że jadalne jest wszystko, co da się nadziać na patyk i usmażyć w oleju: koniki morskie, rozgwiazdy, larwy, skorpiony (żywe!), węże morskie, ośmiorniczki, pisklaki w całości...


    Czasem nie wiadomo czy to sklep spożywczy, czy zoologiczny.


    zobacz więcej Zdjęcia

    Motorower z ogrzewaniem Zarcie Pekin
  28. 28 密云县, Simatai, MUR CHIŃSKI, Chińska Republika Ludowa Wyśrodkuj mapę 15.03.2009
    Opis:

    15.03 Niedziela, Simatai


    -Ty, a skąd ty żeś wytrzasnął tego Betonowego Łukasza?
    -Z Mongolii, on jest tam tynkarzem (...), otynkował cały Chiński Mur.
    -Przecież Chiński Mur nie jest otynkowany!
    -Od Mongolskiej strony jest.
    Z filmu "Sarnie żniwo - pokusa statuetkowego szlaku"

    Wielki Mur Chiński ma ok 2500km, z czego my prześlijmy szlakiem z 10km. Jak tam dojechać? W tym temacie nie pomogę, nas prowadził i ratował tylko przypadek. Próbowano nas naganiać do różnych autobusów, wysadzać na niewłaściwej stacji, by skorzystać do prywatnych busików. Od bijących się o nas taksówkarzy, uratowali nas amerykański chińczyk i chiński Rosjanin. Potem pamiętam wyścig po poboczu z ciężarówkami, auta z naprzeciw mijane po ich lewej stronie (nic dziwnego, że w tym kraju nie wypożyczają obcokrajowcom samochodów) no i jeszcze PKS na gapę


    -How you can travel here without konwing a single word in chineese??
    -We fallow the First Rule of Backpacking: whatever happend, relax - you're on holiday.

    zobacz więcej Zdjęcia

    Mongołowie podchodzą!! Mór Oddawaj wode kitajcu!
  29. 29 Londyn, Greater London, Wielka Brytania Wyśrodkuj mapę 17.03.2009
    Opis:

    Kolejne kilometry na wys 10tyś m. Wracamy do domu.

    Mam już większość ze swoich odpowiedzi.
    Jeżeli chodzi o ichną klawiaturę - piszą sylaby w zwykłym alfabecie a co parę liter pojawia się odpowiedni znaczek. Tylko starodawne teksty pisane są od góry do dołu.

    Jeżeli chodzi o planowaną chińską inwazję - wynaleźli klonowanie i mogą go użyć, na pewno sklonowali Mao, bo nie żyje, a jednak rządzi.

    Czy wszyscy oni znają karate? - nie, ale wszyscy muszą oglądać filmy karate z tutejszego Hollywood. Pełne propagandy produkcje o samurajach, z morałami w stylu "dobro społeczeństwa jest ważniejsze od dobra jednostki". Poza tym, wszystko co robią, przedstawia takie nabożne skupienie i precyzję ruchów, że nawet lepienie chińskich pierożków wygląda jak sztuka walki.

    Czy można kupić tu wszystko i taniej? - skoro wszystko jest Made in China, to logiczne, prawda? Niestety to "wszystko" wedle jakiś przepisów, musi iść na eksport. Najbliżej do Hong Kongu (osobna strefa ekonomiczna) i z powrotem, co już podnosi cenę. Poza tym "wszystko" bywa projektowane w europie lub USA, ma zastrzeżone wzory i powinno trafiać w całości do zleceniodawcy. No ale jak widać, co nieco spada z taśmy produkcyjnej i trafia do tutejszych lumpeksów, gdzie można spotkać po jednej sztuce nowych markowych ubrań (najczęściej XS - M). Pamiętacie placowe podróby elektroniki: Panasonix, Samyo, Nokig itp? No to tego badziewstwa jest tu w cholerę, podobno na oryginalnych podzespołach. Ale prócz tandety a'la "Wszystko po 5zł", którą zalali świat, mają wyroby własnego, wielowiekowego, tradycyjnego rzemiosła o którym się zapomina. I to tak kunsztowne, na wysokim poziomie, że opada szczena.

    Więc na czym polega geniusz chińskiej gospodarki? - oprócz klonowania i taniej siły roboczej, to na łatwości inwestowania. To bardzo otwarty rynek z precyzyjną strategią, sterowany odgórnie przez władzę. Np. wieśniacy nie mogą bez pozwolenia opuszczać prowincji i pracować w miastach, przez to jedyną ich perspektywą jest hala fabryki.

    No ale oczywiście mam teraz jeszcze więcej pytań i jeszcze większy apetyt na podróże. Hmm... a jak oni piszą sesemesy po chińskiemu?

    O NAPRAWIE RZECZYPOSPOLITEJ
    "When the power of love overcomes the love of power, the world will know peace"
    Jimi Hendrix

    Słyszeliście o światowym kryzysie? Tak? Pewnie, bo jakby nikt o nim nie słyszał to by go nie było. O naszych krajowych, Polskich kryzysach, też mówi się regularnie od czasów Kazimierza Wielkiego, a to znaczy że to jest stan stały. Co nie tak z tą Polską?


  30. 30 Gdańsk, Polska Wyśrodkuj mapę 18.03.2009
    Opis:

    Jestem trochę jak osioł któremu inna trawa wydaje się zawsze zieleńsza.

    W ten sposób nie da się najeść. Może już pora gdzieś poczuć jak u siebie? A kolejne wyjazdy planować z swojej bazy. Zbudować sobie w Polsce bastion, by odgrodzić nim swój kawałek hameryki. By gdzieś wracać i skądś uciekać. Już wiem, czym jest Szuwlandia i mam na nią Plan. No, chyba że kochana ojczyzna na to nie pozwoli, wkurzy mnie i dobije, wtedy - farewell my friends! Forever. 

Uczestnicy

Organizator

SzuwaR

Ostatnie komentarze

  • Świetna wyprawa i relacja, gratuluję! Gdzie jest galeria? bahawn
  • Będzie na dniach jak tylko posortuje fotki :) SzuwaR
Cała dyskusja na forum
Aby komentować, musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

Podobne wyprawy

Kierunek Nowa Zelandia

Pewnie za kilka lat jak chłopaki podrosną zabiorę całą familię do New Zeland

Miesiąc w Australii

Planujemy w lutym przyszłego roku wybrac sie ze znajomymi na 5-tygodniową wyprawę na podbój Australii.

Zobacz w innych serwisach

  • WP.TV

    Nowa Zelandia: Latający poduszkowiec

    Nowa Zelandia: Latający poduszkowiec

  • WP.TV

    Nowa Zelandia: Kup pan ducha w butelce

    Nowa Zelandia: Kup pan ducha w butelce

  • Turystyka

    Diament ze skazą - Singapur

    Diament ze skazą - Singapur

zamknij

Logowanie

Nie masz konta u nas? Zarejestruj się zajmie Ci to tylko 2 minuty.
Zapomniałeś hasła? nie martw się pomożemy Ci je odzyskać.


zamknij

Przypomnienie hasła

Wprowadź e-mail, który podałeś w trakcie rejestracji. Na ten adres wyślemy wiadomość, która umożliwi Ci odzyskanie hasła.